Woda w mieście – kłopotliwy przyjaciel i przyjazny wróg

Woda w mieście – kłopotliwy przyjaciel i przyjazny wróg

O zrównoważonym gospodarowaniu wodą w miastach i roli ogrodów deszczowych opowiada nam Maciej Zacher, architekt, który inicjuje zmiany na własnym podwórku.
Adaptcity.pl: Jesteś architektem, od pewnego czasu także urzędnikiem. Skąd zainteresowanie budową ogrodów deszczowych?
Maciej Zacher: Przez kilka lat byłem związany z Politechniką Śląską, gdzie rozpocząłem pracę nad doktoratem na temat zrównoważonego gospodarowania wodą w miastach. Stąd też jestem świadomy tego zagadnienia. W kontekście zrównoważonego rozwoju obszarów miejskich bardzo dużo się mówi o poszanowaniu energii, głośno jest też o smogu, o niskiej emisji, natomiast temat wody często się przemilcza. Tymczasem, pojawia się wiele kłopotów związanych zarówno z jej niedoborem, bo Polska jest krajem dość ubogim w wodę, a z drugiej strony z gospodarowaniem wodą w przypadku opadów nawalnych. Klimat się zmienia i w związku z tym zjawisk atmosferycznych o gwałtownym charakterze jest coraz więcej. Jeśli dodamy do tego postępującą urbanizację, gospodarowanie wodą opadową staje się nie lada wyzwaniem.
Jak radzimy sobie z tym problemem w miastach?
Można iść w dwie strony – albo klasycznie rozbudowując infrastrukturę, albo wykorzystać elementy błękitno-zielonej infrastruktury. Rozbudowa tradycyjnej kanalizacji burzowej to nie tylko koszty inwestycyjne, ale i rosnące koszty utrzymania. Ma to też daleko posunięte konsekwencje w kontekście adaptacji do zmian klimatu. Kiedy coraz większa powierzchnia miast zostaje uszczelniona, pojawiają się problemy ze zmianą mikroklimatu i nasila się efekt miejskiej wyspy ciepła, połączony z narastaniem gwałtownych zjawisk pogodowych nad obszarami miejskimi – m. in. ze względu na różnice temperatur. Różnica w temperaturze powietrza pomiędzy centrum miasta a przedmieściami może wynosić nawet do ok. 10 st. Celsjusza! Lokalny wzrost temperatury oraz bardziej suchy mikroklimat niosą za sobą oczywiście szereg dalszych niekorzystnych konsekwencji, takich jak np. wzrost zapylenia i w efekcie problemy zdrowotne, w tym uciążliwe uczulenia czy astmę.
Ale przecież kanalizacja burzowa jest konieczna, żeby uniknąć powodzi!
W przypadku gwałtownych opadów wąskie gardła kanalizacji szybko się zatykają – sami tego niedawno doświadczyliście w Warszawie. Pojawia się problem powodzi miejskiej: zalewanie przejść podziemnych, stacji metra, ulic… Nie ma takiej opcji, żeby jakakolwiek infrastruktura wytrzymała gwałtowny opad, kiedy ogromne ilości wody nagle spływają do niej, zamiast gdzieś się zatrzymać i wsiąknąć w podłoże. Równocześnie, tak duża ilość wody jednocześnie spływająca do odbiorników ma znikomy wpływ środowiskowy, ponieważ nie jest w żaden sposób wykorzystywana. Pamiętajmy, że największym – i darmowym – źródłem wody słodkiej jest opad – więc de facto pozbywamy się najcenniejszego zasobu jaki mamy, brudząc go i spuszczając w kanał…
W obliczu takich problemów, jakie znaczenie może mieć ogród deszczowy?
Mały ogródek deszczowy sam jeden może nic nie zmieni, ale już w skali dzielnicy zmiany będą widoczne. Takie ogródki spowalniają i zmniejszają ilość spływu powierzchniowego, ponieważ przechwytują wodę i rozkładają ten spływ w czasie.
Kiedy zabudowaliśmy i uszczelniliśmy tak wielkie połacie miast, alternatywnym rozwiązaniem w stosunku do budowy twardej infrastruktury jest właśnie wykorzystanie elementów błękitno-zielonej infrastruktury czyli połączenie systemów zieleni i systemów wodnych w celu kompensacji zmian cywilizacyjnych. W ten sposób odtwarzamy naturalny sposób obiegu wody w przyrodzie – przez zielone dachy, niecki chłonne, ogrody deszczowe, tworzenie łąk, nasadzenia drzew… Drzewa pełnią zasadniczą rolę w tym zakresie znacząco wpływając na mikroklimat. Jeszcze nie zdajemy sobie sprawy ze skali szkody jaką wyrządziło nam Ministerstwo Środowiska decyzją zezwalającą na wycinkę drzew bez zezwolenia w tym kontekście. Jej daleko idące skutki dopiero odczujemy, choćby w postaci zwiększonego spływu powierzchniowego i zmian w mikroklimacie „oczyszczonych” z drzew miejsc.
W ramach lokalnych inicjatyw w Katowicach powstało już kilka ogrodów deszczowych. Jakie korzyści przynoszą one mieszkańcom?
Dzięki realizacjom w Katowicach mieszkańcy mogą się dowiedzieć jak działa taki ogród, jak się go buduje, przetestowaliśmy też różne metody i rodzaje nasadzeń. W centrum miasta zbudowaliśmy dwa ogrody w pojemnikach, które pokazują, jak można zielenią funkcjonalną, czyli np. takim urządzeniem mikroretencji jakim jest ogród deszczowy, zastąpić zieleń pełniącą jedynie funkcję ozdobną o niewielkiej wartości środowiskowej. Jeśli i tak miałaby tam powstać rabata albo stanąć donica, warto wykorzystać to na korzyść środowiska miejskiego.
„Urządzenie mikroretencji” brzmi bardzo poważnie – jak najlepiej przybliżyć te zagadnienia osobom, które nie specjalizują się w temacie?
W ramach naszych projektów postaraliśmy się, żeby tworzenie ogrodów było połączone z warsztatami, podczas których pokazywaliśmy o co w tym wszystkim chodzi. Wybraliśmy lokalizacje wokół których istnieją zorganizowane społeczności – przy domu Aniołów Stróżów, który prowadzi ognisko edukacyjne i świetlicę, na Burowcu i w Giszowcu gdzie działają silne grupy mieszkańców. Jeden ogród powstał nawet pod moją klatką schodową, gdzie sam skrzyknąłem sąsiadów.
W działania zaangażowali się też wykonawcy ogrodów – współpracujemy z ogrodnikami, którzy mają doświadczenie ale często nie wiedzą wiele o ogrodach deszczowych. To też jest sposób propagowania wiedzy na temat tych instalacji. W tej chwili ci wykonawcy mają już w swoim portfolio umiejętność budowy ogrodów deszczowych i mogą te rozwiązania proponować swoim klientom. Niejeden się zainteresuje, jeśli usłyszy, że na przykład nie będzie go musiał podlewać – bo taki ogród wytrzymuje zarówno warunki bardzo wilgotne jak i suche.
A czy można taki ogród zrobić samemu?
Ogrody deszczowe to nie jest nic przesadnie skomplikowanego. Oczywiście wymaga odrobiny wiedzy z zakresu ogrodnictwa ale wystarczy pójść do ogrodnika i dopytać o rodzaj nasadzeń – to jest największe wyzwanie, ponieważ należy dobrać rośliny w zależności od nawodnienia, ekspozycji, wielkości ogrodu. Muszą to być rośliny, które znoszą czasowe zalewanie i czasowe okresy suszy. Wybierajmy przede wszystkim byliny, rośliny wieloletnie, których nie trzeba co roku dosadzać. Można się też posłużyć gotowymi zestawieniami roślin do ogrodów deszczowych.
Lepiej założyć ogród w gruncie czy w skrzyni?
Przede wszystkim musimy wiedzieć ile wody chcemy doprowadzić , bo od możliwości zasilenia zależy powierzchnia ogrodu. To, czy wybierzemy opcję w gruncie, czy w pojemniku zależy już od indywidualnych możliwości i preferencji. Ogród w skrzynce ma tę zaletę, że zawsze można go gdzieś przenieść. Z drugiej strony przez to, że jest on nie w gruncie ma np. większą tendencje do przemarzania, dlatego też trzeba zwrócić uwagę na konstrukcję skrzyni. Z naszych doświadczeń wynika, że skrzynie z cienkiego drewna mogą się wybrzuszyć. Lepiej zdecydować się na donice betonowe lub wykorzystać np. ogrodowe podkłady kolejowe. W jednej z naszych realizacji zmontowaliśmy donicę z kręgów uszczelniających do szamb!
Równocześnie, w gruncie też kryją się zagrożenia, np. związane z instalacjami, które mogą znajdować się pod ziemią. Budowa ogrodu w gruncie łączy się z wykopaniem dołu – na Burowcu mieliśmy taką sytuację, że po 40 cm natrafiliśmy na jakieś fundamenty i musieliśmy je rozwalić kilofami.
Jak obliczyć objętość takiego wykopu?
Tak jak wspomniałem wcześniej, przede wszystkim musimy wiedzieć ile wody mamy do dyspozycji, czyli policzyć powierzchnię połaci dachowej, z której zbierana będzie woda. Nasz dół w teorii powinien mieć powierzchnię równą 2% powierzchni dachu i około metra głębokości. Jednak wśród naszych realizacji mamy też ogród w wykopie o głębokości jedynie pół metra, za to o dużej powierzchni. Jak na razie funkcjonuje bez zarzutu, woda nie przelała się nawet w trakcie nawalnych opadów. Sprawdziła się nasza nowatorska konstrukcja oparta o rurę rozprowadzającą wodę umieszczoną w wierzchnich warstwach i drugą zbierającą umieszczoną niżej.
No właśnie, jak wygląda konstrukcja takiego ogrodu od wewnątrz?
Jak już mamy gotowy dół lub pojemnik, musimy go wyłożyć folią do oczek wodnych (w przypadku ogrodu, który nie infiltruje wody do gruntu). Potem usypujemy odpowiednie warstwy podłoża. Najpierw na samo dno sypiemy żwir, w tym żwirze umieszczamy rurę drenarską, do której montujemy trójnik i z trójnika wypuszczamy na powierzchnię rurę przelewową, która pełni tez funkcję napowietrzającą. Z góry zabezpieczamy ją nakładką z sitkiem, żeby do środka nie dostawały się zanieczyszczenia. Rurę drenującą zasypujemy żwirem, na warstwę żwiru sypiemy warstwę piasku -pełni ona rolę filtracyjną i zapobiega mieszaniu się warstw. Nad nią jest właściwa warstwa wegetatywna, czyli warstwa ziemi wymieszanej z piachem w stosunku 1 : 4.Chodzi o to, że piach zatrzymuje przepływ ziemi, żeby nie zatkała ona otworów w rurze drenarskiej, bo ta rura zbiera już przefiltrowaną wodę i odprowadza jej nadmiar poza pojemnik. Miejsce przebicia rurą spustową należy uszczelnić – najlepiej taśmą bitumiczną do uszczelniania połaci dachowych.
A co na wierzchu?
W górnej warstwie sadzimy już rośliny. Jako przekładki poszczególnych warstw oraz na wierzch można stosować agrowłókninę, jednak my z tego zrezygnowaliśmy, bo zależało nam na tym, żeby nasze ogrody były jak najbardziej naturalne. W jednej lokalizacji zastosowaliśmy agrowłókninę na wierzch, żeby zabezpieczyć cały system przed psami i innymi tego typu problemami  – w takim przypadku w agrowłókninie tworzy się tzw. kieszonki, czyli otwory, w których sadzone są rośliny. Całość można przysypać materiałem, który przytrzyma cały układ i będzie blokował rozprzestrzenianie się chwastów. Dobrze sprawdza się żwir, natomiast nie zalecam zrębków drzewnych ani kory, ponieważ są one natychmiast wymywane.
Ogród deszczowy nie tylko wykorzystuje deszczówkę, ale pełni też funkcję filtrującą. Na czym to polega?
Trzeba pamiętać, że sama deszczówka w centrach miast nie jest czysta – zbiera pyły i osady, które zbierają się na dachach i tego warto się pozbyć przed oddaniem do gruntu. Woda, która spływa przepływając przez wszystkie warstwy, o których mówiliśmy, stopniowo się oczyszcza. Ponadto, naprzemienne poukładanie warstw podłoża sprawia, że powstają strefy beztlenowe i takie z dostępem do tlenu. Dzięki temu w strefie korzeniowej roślin pojawiają się bakterie, które dodatkowo oczyszczają wodę.
Ogrody w gruncie mogą zbierać wodę i odprowadzać jej nadmiar do kanalizacji deszczowej, ale mogą także infiltrować wodę bezpośrednio do gruntu. Ogród, który stworzyliśmy na Burowcu jest tak naprawdę niecką rozsączającą. Zbiera wodę z chodnika i fragmentu parku, zrobiliśmy go w miejscu gdzie zawsze stała woda. W innym miejscu będziemy zbierać wodę z parkingu.
Wygląda na to, że budowa ogrodu deszczowego rzeczywiście nie jest wcale taka trudna. Na co należy zwrócić szczególną uwagę, żeby uniknąć niespodzianek?
Na etapie realizacji trzeba koniecznie zbadać teren, obejrzeć np. mapę zasadniczą lub inną z naniesionym uzbrojeniem terenu – zbadać przebieg sieci. Warto zrobić wywiad środowiskowy, porozmawiać z mieszkańcami – oni często wiedzą więcej niż się nam wydaje. Na Burowcu podczas pikniku na zakończenie budowy opowiadaliśmy o tym, jak podczas kopania trafiliśmy na fundamenty. Pewna babcia, która przyszła z wnuczką na piknik, od razu przytaknęła: tak, tu była moja kamienica, tu była ulica, trzeba było do mnie przyjść i się zapytać, to bym wam wszystko powiedziała… zawsze warto pociągnąć sąsiadów za język!
Kiedy indziej mieliśmy problem, bo źle przeliczyliśmy jednostki. W projekcie mieliśmy tony, a materiały zamawialiśmy w metrach sześciennych. Ktoś się pomylił… Mieliśmy realizację w niedzielę i nagle się okazało, że trzeba skombinować dwie tony piachu. Wszystko trzeba sprawdzać na cztery ręce i mieć pewność, że zamawiamy tyle materiału ile trzeba.
W innej realizacji dostawca przywiózł nam piach zmieszany ze żwirem i musieliśmy odsiać półtorej tony żwiru od dwóch ton piachu. Siedzieliśmy jak poszukiwacze złota i przesiewaliśmy ten piach przez skrzynki z otworami. Z czego to wynikało? Trudno powiedzieć. Dostawca wrzucił cały towar na auto, w trakcie jazdy to się przemieszało, a jak wysypał jedno na drugie to już w ogóle nie było szans, żeby to podzielić… O tym też warto rozmawiać zamawiając materiały.
Czy warsztaty z budowy ogrodów deszczowych cieszyły się zainteresowaniem mieszkańców?
Dzięki temu, że robimy to w weekendy, dużo ludzi się przyłącza, zadaje pytania, staramy się też angażować najmłodszych. Moim zdaniem to najlepsza forma edukacji – dotrzeć do rodziców przez dzieci. One na pewno zapamiętają, że w czymś takim uczestniczyły, potem będą o to dbały, pilnowały, identyfikowały się z tym, co zbudowały. Takie wydarzenia mają też ogromną wartość integracyjną, znajomi ściągają znajomych, sąsiedzi zaczynają ze sobą rozmawiać… praca w ziemi to coś bardzo pierwotnego i co ważne, jest to rzecz wolna od światopoglądu. Trudno się przy tym pokłócić.
Oczywiście zdarzają się też nieprzyjemne sytuacje, jednak często wynikają one z braku zrozumienia i wiedzy. Ktoś może kojarzyć porządek jedynie z betonową kostką. Może się pojawić obawa, że woda dostanie się do piwnicy, zamokną fundamenty – co jest sprzeczne z ideą ogrodu, który jest przecież zaizolowany i tę wodę zbiera, ale tego nie widać z zewnątrz i stąd biorą się wątpliwości. Dlatego tak ważne jest, żeby omówić projekt ze wszystkimi zainteresowanymi, wtedy łatwiej będzie uniknąć takich sytuacji.
Z czego jesteś najbardziej zadowolony?
Powiem szczerze, że nawet jeśli nasze ogrody miałyby nie przetrwać, to ich wartość integracyjna jest nie do przecenienia. Moim zdaniem to jest największy sukces tych projektów: edukacja i integracja. Na tym właśnie polega „placemaking”, czyli budowanie lokalnych społeczności wokół miejsc i miejsc wokół lokalnych społeczności.
Dziękujemy za rozmowę.
Maciej Zacher. Architekt-urbanista z wykształcenia, generalista i miłośnik miasta. Członek min Placemaking Leadership Council, TUP i City Plus Urban Do Tank. Obecnie pracuje jako urbanista mobilnościowy dla Urzędu Miasta i Gminy w Skawinie.
Ogrody deszczowe w Katowicach powstają w ramach inicjatyw lokalnych „Śląskie ogrody deszczowe” oraz „Deszczowa Paczka” w projekcie „Wspólne działania na rzecz bioróżnorodności” realizowanym przez Fundację Sendzimira we współpracy z City Plus Urban Do Tank i partnerami lokalnymi tj. Domem Aniołów Stróżów, Stowarzyszeniem Burowiec Inicjatywa Mieszkańców, Zakładem Zieleni Miejskiej w Katowicach, Komunalnym Zakładem Gospodarki Mieszkaniowej w Katowicach.

 

Spodobał Ci się tekst, poleć go znajomym:

Dodaj komentarz