Olszewski: Oswajanie wody. Warszawa

Olszewski: Oswajanie wody. Warszawa

Wywiad z Michałem Olszewskim, wiceprezydentem Warszawy, pochodzi z 13. numeru Magazynu Miasta „Woda w mieście”. www.magazynmiasta.pl www.facebook.com/magazynmiasta

Magazyn Miasta: Od 2008 roku Warszawa prowadzi rewitalizację stołecznego brzegu Wisły. Na czym polega ten proces?

Michał Olszewski: Program rewitalizacji Wisły nie dotyczy samej wody – skupiamy się przede wszystkim na tym, co dzieje się wokół niej, i na praktycznej odpowiedzi na pytanie, jak woda może być wykorzystywana nie tylko do celów związanych z ochroną środowiska czy z bezpieczeństwem, ale też z rekreacją. Nasz pomysł na rzekę od początku opierał się na trzech filarach – trójkącie, na którym zawsze staraliśmy się budować naszą wizję. Stawiamy na bezpieczeństwo powodziowe, rekreację i naturę. Kolejność, w jakiej je wymieniam, nie idzie dokładnie w parze z hierarchią ważności, bo wszystkie te elementy są ważne. Różnie za to przebiegały prace nad poszczególnymi obszarami. Projekty dotyczące bezpieczeństwa powodziowego zaczęliśmy realizować na szerszą skalę dopiero w 2010 roku. Po przejściu wysokiej fali przez Warszawę okazało się, że nie ma nikogo, kto wziąłby na siebie odpowiedzialność za ten obszar. W Warszawie było kilka podmiotów, które teoretycznie zarządzały wałami, w tym m.in. ich stanem technicznym. Jak to bywa w takich sytuacjach, powstawało wiele niejasności pomiędzy podmiotami rządowymi, służbami wojewody czy marszałka. Kiedy jednak pojawił się problem, oczy skierowały się na nas, bo to władze lokalne reprezentują mieszkańców. Zaczęło się od zawarcia szeregu porozumień, a następnie zaczęliśmy przejmować te urządzenia, które służyły bezpieczeństwu – wały, śluzy, tamy. Na koniec czekała nas żmudna praca z regulowaniem stanu prawnego i rozpoczęliśmy pierwsze inwestycje. Większość miast w Polsce nie ma tych kwestii uregulowanych, więc nie zarządza w pełni wyzwaniami związanymi z lokalnymi rzekami. A konsekwencje faktu ich zaniedbań są ogromne – poznaliśmy je np. w Krakowie w 2010 roku. Zerwanie wału i podtopienie obnażyło fakt, że podział zadań jest niejasny, więc trudno wskazać odpowiedzialnego. Wszyscy wskazywali palcem na prezydenta miasta, choć to nie on administrował podstawowymi urządzeniami. W latach 2010–2013 przeznaczyliśmy więc na działania wzmacniające wały kilkadziesiąt milionów złotych. Między 2013 i 2014 rokiem zdarzyło się jednak coś, co nas kompletnie zdumiało. Dostaliśmy opinię Regionalnej Izby Obrachunkowej, w której stwierdzono, że miasto nie powinno tych wydatków ponosić, bo to państwo powinno zapewnić bezpieczeństwo powodziowe. Wstrzymano nam więc realizację kilku inwestycji na wałach.

Ale wiele z nich zdążyliście przed tą decyzją ulepszyć.

Tak. Na szczęście nie zostało ich do ukończenia zbyt wiele, bo poradziliśmy sobie wcześniej z wałem śródmiejskim, siekierkowskim i zawadowskim. Dzięki zmianie w prawie wodnym staramy się teraz przywrócić niektóre zadania do budżetu miasta. Prowadzimy kilka kolejnych inwestycji w tym roku. Mamy w Warszawie w związku z tym jeszcze tylko jedno wrażliwe miejsce – odcinek między skrzyżowaniem ulicy Wybrzeże Szczecińskie z Mostem Świętokrzyskim i ZOO. Przy bardzo wysokiej wodzie nadal istnieje konieczność zastosowania tam doraźnych zabezpieczeń. Dlatego przygotowywany jest już projekt zabezpieczenia tego obszaru specjalnym murem oporowym i zbudowania odpowiedniej bramy do Portu Praskiego.

Problem bezpieczeństwa powodziowego nie dotyczy jednak tylko Wisły. Inwestujecie też w infrastrukturę, która pomaga w obszarze podtopień lokalnych.

Tak. Zmiany klimatu spowodowały, że jesteśmy bardziej narażeni na chwilowe, intensywne opady. System odprowadzania wód nie zawsze radzi sobie z ich nadmiarem. Dodatkowo główny warszawski system kanalizacji powstał w XIX wieku – później był stopniowo rozbudowywany. William Lindley zaprojektował go w modelu ogólnospławnym, czyli zarówno dla ścieków sanitarnych, jak i wody deszczowej. Odseparowanie tych dwóch systemów jest dzisiaj nierealne. Syfon pod dnem Wisły, idący do oczyszczalni „Czajka”, i sama oczyszczalnia mają ograniczoną przepustowość. Nie jest ona w stanie przyjąć bardzo dużej ilości wody deszczowej, która trafia do systemu kanalizacji. Nadmiar musi być odprowadzony do rzeki. Zdarza się to zwykle kilkanaście razy w roku, niemniej jest to problem, który chcemy rozwiązać. Po ukończeniu oczyszczalni ścieków „Czajka” zaczęliśmy więc poważną pracę w tym obszarze. To dlatego modernizujemy istniejącą sieć tak, by mogła okresowo zatrzymywać nadmiar wody w kanalizacji. Powstają specjalne rezerwuary m.in. wzdłuż Wisłostrady. Będą one mogły przetrzymać nadmiar wody, aby oczyszczalnia zdążała z ich przetworzeniem. Jest to potężna operacja, warta ponad miliard złotych. W ostatnich latach mieliśmy kilka podtopień w południowej części miasta i zdecydowaliśmy się zaprojektować specjalne rozwiązanie na tych obszarach. Rozwiąże ono z kolei problemy z podtopieniami w Wilanowie. Potok Służewiecki odwadnia 10,5 proc. powierzchni miasta – trafia do niego woda z Ursynowa, Mokotowa, Włoch i Ochoty. Pod ul. Przyczółkową znajduje się przepust, do którego okresowo trafia nawet cztery razy więcej wody niż powinno – mamy typowe wąskie gardło, w którym szybko powstają spiętrzenia zalewające okolice. Dlatego trochę wyżej w górę rzeki zbudujemy specjalne rozwiązanie, które odwróci kierunek wody. Trafi ona do istniejącego już kanału biegnącego wzdłuż ursynowskiej skarpy aż do powstającej obecnie Południowej Obwodnicy Warszawy. Następnie za pomocą pracy pomp trafi do rurociągu i będzie transportowana do Wisły. Na razie finansujemy to przedsięwzięcie z budżetu miasta, ale będziemy starać się o refundację związanych z nim wydatków, bo jest to kilkadziesiąt milionów złotych.

Szykujecie w ten sposób miasto na czekające nas zmiany klimatu, które mają ogromne znaczenie w kontekście bezpieczeństwa w obszarze wody w miastach. Jako urząd współpracujecie jednocześnie z Instytutem na Rzecz Ekorozwoju, który robi dla Warszawy diagnozy pod kątem strategii w tym obszarze.

Prowadzimy te działania w ramach europejskiego programu LIFE+ jako jedyne miasto polskie. Ponad 40 większych miast polskich rozpocznie pracę nad takimi przedsięwzięciami dzięki wsparciu z programu opracowanego w Ministerstwie Środowiska. Warszawska strategia adaptacji do zmian klimatu powinna zostać uchwalona w przyszłym roku. Znajdą się w niej różne kierunki działań adaptacyjnych – zwiększających odporność miasta na zmiany klimatu. Najpilniejszym problem jest dostosowanie Warszawy do problemów z wodą deszczową, która spada i będzie spadać na jej obszarze. Najważniejsze spośród nich są dla nas z kolei teraz projekty, o których wspomniałem – te, które udrożnią infrastrukturę odprowadzającą nadmiar wody. Trzeba też pamiętać, że różne części miasta są w różnej sytuacji. Niektóre tereny na południu miasta były np. w przeszłości podmokłe, więc miały porządny system melioracyjny. Z czasem przestał być jednak użytkowany, bo poprzerywała go dzika zabudowa. Musimy więc szukać lokalnych rozwiązań w zakresie retencji wody. Mamy również w planach przebudowę i udrożnienie Kanału Wawerskiego, który chcemy zmodernizować we współpracy z Sulejówkiem i Halinowem. Warszawska strategia adaptacji do zmian klimatu ma nam natomiast dostarczyć przede wszystkim szereg rozwiązań i planów organizacyjnych, które będziemy testować przez dwa, trzy lata i potem upowszechniać. Ogromne projekty, o których mówiliśmy, załatwiają nam tylko ok. 20 proc. problemów. Pozostałe 80 proc. to przede wszystkim przedsięwzięcia w zakresie małej retencji, ograniczenia betonowania powierzchni (zwiększające jej przepuszczalność) czy zasilanie zieleni miejskiej retencjonowaną wodą. Przez kilkadziesiąt lat mieliśmy w Warszawie bardzo niską świadomość wyzwań, jakie niosą ze sobą zmiany klimatu. Kilka lat temu zaczęliśmy więc realizować projekty zwracające uwagę na retencje, takie jak np. zielone dachy Centrum Kopernik. To są projekty demonstracyjne, pokazowe. Dobrą nowiną w tym obszarze jest przy tym fakt, że jesteśmy stosunkowo mało zurbanizowanym miastem – mamy duży potencjał retencjonowania wody na terenach niezagospodarowanych. Potrzebujemy więc promocji takich „małych” projektów w centralnych dzielnicach, ale np. w Wawrze i na innych obszarach peryferyjnych nie ma takiej potrzeby – tam poradzimy sobie tradycyjnymi metodami.

Chwalicie się przy tym, że ścieki, które trafiają do Wisły, są super oczyszczone, a w Warszawie najzdrowszym napojem jest kranówka.

W 2007 roku, kiedy zacząłem zajmować się projektem „Czajki” i ratować jego finansowanie, było to dla nas ogromne wyzwanie. Z tym przedsięwzięciem jest jak z ciepłą wodą w kranie. Wszyscy zapomnieliśmy już, że do 2012 roku Warszawa spuszczała ok. 60 proc. nieoczyszczonych ścieków do Wisły. Trzeba przy tym pamiętać, że część miasta po prawej stronie rzeki nigdy jej nie zanieczyszczała, bo ścieki kierowane były z niej właśnie do „Czajki”. Dopiero od 2005 roku działa oczyszczalnia ścieków „Południe” obsługująca część Wilanowa i Ursynowa. Dzisiejsza „Czajka” oczyszcza ponad 400 tys. m3 ścieków na dobę (to największa taka inwestycja w Europie), dzięki czemu przepływająca przez nią woda w zasadzie oczyszcza rzekę. Wydaliśmy na to ponad 3,5 mld złotych z budżetu Unii Europejskiej i środków własnych spółki – łącznie z kluczowymi inwestycjami liniowymi w gospodarce wodno-ściekowej (kolektorami). W 2015 ukończyliśmy modernizację ostatniego elementu w brakującej układance – Wodociągu Praskiego. Zachęcamy dzięki temu jednocześnie warszawiaków do picia wody z kranu. Jest to ekologiczne i zdrowe. Woda w butelkach ma bardzo niestabilny poziom bakterii – kranówka warszawska ma lepszy bilans minerałów i jest świeższa, więc zdrowsza.

Od 2008 roku intensywnie pracujecie też z wodą w kontekście rekreacji, dzięki czemu życie miasta stopniowo wraca nad rzekę.

Pamiętam, jak chodziłem z Markiem Piwowarskim, dzisiejszym Pełnomocnikiem Prezydenta M. St. Warszawy ds. Wisły, nad rzekę i myśleliśmy o pierwszych projektach europejskich – na prawy brzeg chodziło się z maczetą, a na lewy z workiem, zbierać śmieci. Butelki były najmniejszym problemem. Przede wszystkim wyzwanie stanowiły śmieci, które przypływały z Wisły – buty, opony, pralki… Można było zbierać do woli. Marek Piwowarski zaczął wówczas organizować pierwsze przyłącza energetyczne. Szybko okazało się, że coś tak podstawowego otworzyło potencjał Wisły jak kula śniegowa. Zresztą to właśnie na tzw. płycie śniegowej powstał wówczas Cud nad Wisłą – pierwsza knajpa, która zaczęła budować modę na spędzanie czasu nad rzeką. Potem posypały się kolejne. W 2009 roku zaczęliśmy robić pierwszy projekt związany z rekreacją i z naturą, we współpracy z przyrodnikami. Po lewej i prawej stronie rzeki mamy obszar Natura 2000 i jednocześnie wyraźne życie kulturalne. Co ciekawe, szybko okazało się, że w konkursach, które ogłaszaliśmy, ceny zaczęły być tak wysokie jak w Śródmieściu. W tym roku mieliśmy jedną ofertę za ponad 50 tys. zł za miesiąc. Od kilku lat zaczęliśmy więc prowadzić trochę inną politykę czynszową, która polega na tym, że w konkursach bierzemy pod uwagę nie tylko ceny – stanowią one jedną trzecią oceny wniosku. Reszta to proponowany program kulturalny oraz doświadczenie oferenta. Zależy nam na tym, by obiekty nad Wisłą nie służyły tylko do spożywania alkoholu, ale proponowały też program kulturalny i rekreacyjny. Po jednej i po drugiej stronie rzeki.

Warszawiacy zgłaszają także potrzebę kąpania się nad rzeką i transportu wodnego. A Wy na nią odpowiadacie.

W Wiśle nie można się kąpać i nie wynika to z czystości rzeki, a przede wszystkim z faktu, że jest to potężna rzeka z mocnymi wirami, o bardzo nieuregulowanym nurcie i można po prostu utonąć. Nawet przy bardzo dobrej sprawności fizycznej. W zeszłym roku mieliśmy niestety wiele takich wypadków – głównie po spożyciu alkoholu. Dlatego też pracujemy nad projektem basenów zacumowanych przy brzegu, w formie niecek. Do 2018 roku brzegi połączymy, swoją drogą, czterema nowymi mostami – kładkami pieszo-rowerowymi, z czego dwie powstaną nad Wisłą. Mamy na ten cel zarezerwowane ponad 50 mln zł. W mieście działa też transport, już od 2008 roku – prowadzony przez Zarząd Transportu Miejskiego. Na początku uruchomiliśmy tramwaj i promy. Dziś pływają też małe jednostki – stare historyczne łodzie i nawet motorówki. Bardzo nas to cieszy, bo zaczęła się pojawiać koniunktura i wiele firm robi z tego biznes. Będziemy też mieli swój statek wycieczkowy pływający w obrębie miasta – będzie to największa jednostka pływająca po Wiśle – dawny statek rzeczny, bocznokołowiec mający powyżej 50 m. Oddaliśmy go w koncesję Żegludze Wrocławskiej. Już jest w stoczni – dostajemy co miesiąc jego zdjęcie. Jest piękny!

Źródło: Magazyn  Miasta
Zdjęcie tytułowe: flickr.com, Krzysztof Belczyński, Praga Water Supply Facility (CC BY-SA 2.0)

Spodobał Ci się tekst, poleć go znajomym:

Dodaj komentarz